Motto

Motto

wtorek, 18 marca 2014

Post-postmodernizm czyli o niemożliwości pastiszu

W tekście Postmodernizm i telewizja John Fiske stawia tezę, że w dzisiejszej telewizji znaczenie ma jedynie pastisz. A przynajmniej tak mi powiedziano. Sam tekst mnie do tego nie przekonuje, a już na pewno John Fiske nie przekonuje mnie do tej tezy. Postmodernizm i telewizja jest po prostu kolejnym głosem w sporze o postmodernizm, który pomiędzy wieloma innymi zagadnieniami, porusza kwestię pastiszu i parodii. Fiske określa pastisz „parodią bez wymiaru parodystycznego”. Ponieważ neguje różnicę między oryginałem a reprodukcją, znamionuje go pustka znaczeniowa. Pastisz nie ma żadnego wpływu na oryginał, a zatem nie ma mocy parodiowania czy krytykowania. Co więcej, w duchu teorii symulakrów Jeana Baudrillarda (do której odnosi się Fiske), oryginał może w ogóle nie istnieć. W Baudrillardowskiej hiperralności obraz i reprodukcja spajają się w jedno, brak odróżnienia, które jest zasadnicze dla parodii. Pastisz to parodia pozbawiona głębi, ponieważ postmodernizm odrzuca kategorie pozwalające na jej analizę. To wg Fiske jedna z największych wad postmodernistycznego ujęcia, która zbliża go do staromodnego estetyzmu. Pastisz ma zatem charakter wyłącznie zabawowy i równie dekoracyjny, co kwestia odróżnienia go od parodii w tej pracy. A jeśli mam być estetką - przeproszę Pana Fiske, jednak dużo ładniej ujął to Frederic Jameson:  „Pastisz, podobnie jak parodia, jest naśladownictwem specyficznego czy też wyjątkowego stylu, jest nakładaniem stylistycznych masek, posługiwaniem się martwym językiem, jest jednak neutralnym przypadkiem praktyki podrabiania, pozbawionym ukrytej intencji parodystycznej, satyrycznego impulsu, prześmiewczości, drzemiącego gdzieś odczucia, że istnieje przecież coś normalnego, w porównaniu z czym obiekt naśladowany okazuje się komiczny. Pastisz to pusta parodia, to parodia, która zatraciła poczucie humoru.”[1]

Fiske mówi za Baudrillardem (a ja za nimi), że żyjemy w epoce, w której społeczeństwo przesycone jest obrazami – nie zrozumiemy dopóki nie zobaczymy. Zobaczmy zatem! Idealną ilustracją dla ślicznego cytatu Jamesona jest:

Natasza Urbańska przekonuje, że Rolowanie ironicznie ujmuje sposób mówienia młodych ludzi oraz spędzania wolnego czasu (chciałabym użyć w jednym zdaniu słów: eskapizm i impreza, ale jednak trochę się wstydzę). Jeśli ktokolwiek w końcu miałby uwierzyć, że jest to parodia, to właśnie ta, o której pisał Jameson: bez poczucia humoru, pusty i bezmyślny pastisz. Komentarze pod Rolowaniem były tak druzgocące, że zostały zablokowane, zresztą zacytowanie ich byłoby nieeleganckie, pozostańmy więc przy tym, że piosenka została przyjęta chłodno. Wszyscy łaskawie uświadomieni odbiorcy kultury popularnej w Polsce, od amatorów do wytrawnych znawców w postaci np. Karoliny Korwin Piotrowskiej, zgodnie stwierdzają, że gdyby nadawcą tego tekstu kultury był ktoś inny (np. Ramona Rey czy Maria Peszek) konwencja zostałaby zrozumiana. Nie mam wątpliwości:

W tym przypadku komentujący internauci (poza kilkoma negatywnymi opiniami) nie mają najmniejszego problemu ze zlokalizowaniem satyrycznych intencji artystki, oto jeden z komentarzy pod teledyskiem: 
„jak widzę, nie każdy potrafi przeczytać ironię i cynizm, zawarty zarówno w tym numerze, jak i w całej twórczości Masłowskiej. niestety, to nie jest twórczość dla każdego, a już na pewno nie dla wpierdalaczy kultury masowej, chłonących mass medialny kał, jak młode pelikany. Masłowska jest genialna w tym, co robi i ja trzymam za nią kciuki. Peace.

Jak zwykle wystarczy mieć oczy szeroko otwarte by odnaleźć całą mądrość wszechświata w komentarzach internautów. Otóż istotą zagadnienia jest właśnie ten „mass medialny kał” (czasem chodzi też o mediowy). Natasza Urbańska jest postacią skupiającą w sobie wszystkie negatywne cechy polskich mass mediów. Pomijam zupełnie jakościowy wymiar utworów (a przepaść jakościową tekstów pomijam szczególnie), rzecz w tym, że pastiszowa formuła w obu przypadkach jest jawna, a jednak recepcja zupełnie odwrotna. Nikt nie wierzy intencjom Nataszy Urbańskiej, ale dlaczego? Jej miła postać atakuje Polaków z ekranu telewizora od dekady, wystąpiła w każdym możliwym programie typu celebrity show, każdym talk show, każdym programie dla par (ze swym wybrankiem Januszem Józefowiczem). Świat Urbańskiej to „Synekdocha, Warszawka”: błyskotliwa kariera w teatrze, romantyczny romans z mentorem, tabloidy, ścianki, programy dla celebrytów. Masłowska mimo nieustannego zanurzenia w popkulturze zajmuje pozycję obserwatora, jest jej komentatorem, pastisz lub parodia (sami zdecydujcie) to narzędzia, które naturalnie i wygodnie spoczywają w jej ręku. Natasza Urbańska „należy” do telewizji, dlatego jej utwór jest aktem autoparodii. Zupełnie nieuświadomionym, bo w swoim przekonaniu, że wymierza ostrze ironii w młode pokolenie, nie zauważa, że Rolowanie w szerszym ujęciu komentuje przecież jakość współczesnej kultury w ogóle, której sama jest symbolem. Natasza jest taka, jak polska telewizja: z nieodłącznym uśmiechem pogrążona w amoku tańca i śpiewu nie bardzo wie, kiedy staje się śmieszna. Ta uderzająca nieświadomość jest źródłem radykalnej krytyki tego utworu. Parodiując współczesny „mass medialny kał” parodiuje samą siebie i okazuje się to krokiem samobójczym.  Polska telewizja również utraciła dystans, który pozwalałby jej na taki akt. Czy jest jeszcze miejsce na programy typu Za chwilę dalszy ciąg programu? Nie sądzę. Aktualnie poczucie humoru telewizji kanalizuje się w kabaretowych formatach o dziwnych nazwach: kabaretożercy, czas na kabaret, kabareton w Ciechocinku, kabaretowe kluby, kanapa kabaretów... Ostatnim programem telewizyjnym, który udanie posługiwał się pastiszem, parodią był show Szymona Majewskiego, oto przykładowy fragment: 

Dlaczego znikł z anteny? Przypuszczalnie to wynik słabej oglądalności, ale na potrzeby tej pracy będę się upierać, że dla telewizji parodiowanie telewizji stało się niebezpieczne. Ostatnim wstydliwym symptomem był materiał Filipa Chajzera dla Dzień dobry TVN: Materiał o gazie, czyli jak się robi newsy w telewizji. Chajzer dostał reprymendę, jednak utrzymał posadę, wciąż tworzy zabawne reportaże, upiera się, że nikt i nic go nie ogranicza. W istocie, następnym razem reporterski bagnet wymierzył w... Szafiarki. Ale czy jeszcze kiedykolwiek sparodiuje telewizję? Nie sądzę.
Sądzę za to, że telewizja pozwala sobie na pastisz tylko w formie para-pastiszu. Jeszcze parę lat temu nieustannie spieraliśmy się z przyjacielem czy serial Pierwsza miłość jest kręcony „na poważnie” czy to parodia polskich seriali, ponieważ tak trudno było nam uwierzyć w bezmyślną głupotę scenariusza. Dziś w telewizyjnej ramówce znajdziemy Miłość na bogato, a ja wciąż mam te same wątpliwości... Ale wierzę w telewizję. Wierzę, że Enjoy the view <3 Natalia to doskonały pastisz amerykańskich reality show, że w karykaturalny sposób odnosi się do absurdów życia codziennego amerykańskich gwiazd, które w w szpilkach i wieczorowych sukienkach spożywają śniadanie, a Natalia Siwiec śniadaniuje w towarzystwie karła i grubego rapera. Wierzę, że Twoja twarz brzmi znajomo bezlitośnie naśmiewa się z jarmarczności talent i celebrity show w jednym. Wierzę że Pamiętniki z wakacji parodystycznie wyrażały sprzeciw wobec fali i popularności paradokumentalnych seriali w polskiej telewizji. 
Czy w dzisiejszej telewizji znaczenie ma jedynie pastisz? Tak mnie zapytano. Uważam, że w dzisiejszej telewizji para-pastisz to jedyny możliwy pastisz. Programy możemy traktować „serio”, lub na żarty. Możemy oglądać Warsaw Shore ze zdumionym dystansem, „świadomie” lub...? Właśnie nie wiem, jaka jest ta druga opcja, ale tak oglądają Warsaw Shore ci inni, ci drudzy, na pewno nie my. 

Charisa Sosa


[1] Postmodernizm i społeczeństwo konsumpcyjne, Frederic Jameson, s. 195

2 komentarze:

  1. Natalia <3
    Jeszcze nie czytałem, ale lajkuję totalnie!!!

    ~czarny_jezyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, co pisze Fiske, ale można mówić o ogromnej roli pastiszu w przypadku telewizji. Pastisz jest naśladownictwem, czyli przeciwieństwem oryginalności, a właściwie większość telewizyjnych programów opiera się bezpośrednio na sprawdzonych wcześniej formatach albo do nich nawiązuje. Dotyczy to wszelkich talent shows, seriali paradokumentalnych, telenowel, programów informacyjnych itp. Jest to zresztą zupełnie normalne, bo trudno w telewizji wymyślić coś całkiem nowego. Tyle tylko, że polskie programy stoją często na tak niskim poziomie, że zyskują wymiar autoparodystyczny. Najlepszym przykładem są wszystkie te seriale w rodzaju W11, Detektywów, Trudnych spraw itp., które rażą nieudolnością wykonania i naiwnością fabularną, ale z drugiej strony, operując ultraniskim budżetem i zatrudniając amatorów, potrafią przyciągać przed telewizory sporą publikę (za być może powinniśmy docenić ich twórców?). Nie wiem, jak to się dzieje, ale też nie mam wątpliwości, że większość oglądających traktuję te programy serio, zdarza się nawet, że uznają je za opisy autentycznych historii. Z drugiej strony autorzy muszą mieć świadomość, co tworzą i jaką to ma wartość, więc oglądanie "świadome" też jest możliwe (przy czym nie uważam, żeby takie "świadome" oglądanie miało jakiś specjalny sens, poza czysto rozrywkowym). Ogólnie mówiąc, nie twierdzę, że telewizja jest bezwarunkowo skazana na pastisz, ale jeśli pastisz daje na sobie najlepiej zarobić, to nie ma nic, co skłoniłoby popularne stacje telewizyjne do jakichkolwiek zmian.

    Być może Fiske sobie jakoś inaczej pojmuje pastisz, ja nie do końca wiem jak, bo z tego co tu jest, że pastisz to parodia bez wymiaru parodystycznego, to mam wrażenie, że chciał coś błyskotliwego powiedzieć, ale mu nie wyszło.

    ~czarny_jezyk

    OdpowiedzUsuń