W tekście Postmodernizm i telewizja John Fiske
stawia tezę, że w dzisiejszej telewizji znaczenie ma jedynie pastisz. A
przynajmniej tak mi powiedziano. Sam tekst mnie do tego nie przekonuje, a już na pewno John Fiske nie przekonuje mnie do tej tezy. Postmodernizm i telewizja jest po prostu
kolejnym głosem w sporze o postmodernizm, który pomiędzy wieloma innymi zagadnieniami,
porusza kwestię pastiszu i parodii. Fiske określa pastisz „parodią
bez wymiaru parodystycznego”. Ponieważ neguje różnicę między oryginałem a
reprodukcją, znamionuje go pustka znaczeniowa. Pastisz nie ma żadnego wpływu na
oryginał, a zatem nie ma mocy parodiowania czy krytykowania. Co więcej, w duchu
teorii symulakrów Jeana Baudrillarda (do której odnosi się Fiske), oryginał
może w ogóle nie istnieć. W Baudrillardowskiej hiperralności obraz i reprodukcja
spajają się w jedno, brak odróżnienia, które jest zasadnicze dla parodii. Pastisz
to parodia pozbawiona głębi, ponieważ postmodernizm odrzuca kategorie
pozwalające na jej analizę. To wg Fiske jedna z największych wad
postmodernistycznego ujęcia, która zbliża go do staromodnego estetyzmu. Pastisz
ma zatem charakter wyłącznie zabawowy i równie dekoracyjny, co kwestia
odróżnienia go od parodii w tej pracy. A jeśli mam być estetką -
przeproszę Pana Fiske, jednak dużo ładniej ujął to Frederic Jameson: „Pastisz, podobnie jak parodia, jest naśladownictwem
specyficznego czy też wyjątkowego stylu, jest nakładaniem stylistycznych masek,
posługiwaniem się martwym językiem, jest jednak neutralnym przypadkiem praktyki
podrabiania, pozbawionym ukrytej intencji parodystycznej, satyrycznego impulsu,
prześmiewczości, drzemiącego gdzieś odczucia, że istnieje przecież coś normalnego, w porównaniu z czym obiekt
naśladowany okazuje się komiczny. Pastisz to pusta parodia, to parodia, która
zatraciła poczucie humoru.”[1]
Fiske mówi za Baudrillardem (a ja za nimi), że żyjemy w epoce, w której społeczeństwo przesycone jest obrazami – nie zrozumiemy dopóki nie zobaczymy. Zobaczmy zatem! Idealną ilustracją dla ślicznego cytatu Jamesona jest:
Natasza Urbańska
przekonuje, że Rolowanie ironicznie
ujmuje sposób mówienia młodych ludzi oraz spędzania wolnego czasu (chciałabym
użyć w jednym zdaniu słów: eskapizm i impreza, ale jednak trochę się wstydzę).
Jeśli ktokolwiek w końcu miałby uwierzyć, że jest to parodia, to właśnie ta, o której pisał Jameson:
bez poczucia humoru, pusty i bezmyślny pastisz. Komentarze pod Rolowaniem były tak druzgocące, że
zostały zablokowane, zresztą zacytowanie ich byłoby nieeleganckie, pozostańmy
więc przy tym, że piosenka została przyjęta chłodno. Wszyscy łaskawie
uświadomieni odbiorcy kultury popularnej w Polsce, od amatorów do wytrawnych
znawców w postaci np. Karoliny Korwin Piotrowskiej, zgodnie stwierdzają, że
gdyby nadawcą tego tekstu kultury był ktoś inny (np. Ramona Rey czy Maria
Peszek) konwencja zostałaby zrozumiana. Nie mam wątpliwości:
W tym przypadku komentujący internauci
(poza kilkoma negatywnymi opiniami) nie mają najmniejszego problemu ze
zlokalizowaniem satyrycznych intencji artystki, oto jeden z komentarzy pod
teledyskiem:
„jak widzę, nie
każdy potrafi przeczytać ironię i cynizm, zawarty zarówno w tym numerze, jak i
w całej twórczości Masłowskiej. niestety, to nie jest twórczość dla każdego, a
już na pewno nie dla wpierdalaczy kultury masowej, chłonących mass medialny
kał, jak młode pelikany. Masłowska jest genialna w tym, co robi i ja trzymam za
nią kciuki. Peace.”
Jak zwykle wystarczy mieć
oczy szeroko otwarte by odnaleźć całą mądrość wszechświata w komentarzach
internautów. Otóż istotą zagadnienia jest właśnie ten „mass medialny kał”
(czasem chodzi też o mediowy). Natasza Urbańska jest postacią skupiającą w
sobie wszystkie negatywne cechy polskich mass mediów. Pomijam zupełnie jakościowy wymiar utworów (a przepaść jakościową tekstów pomijam szczególnie),
rzecz w tym, że pastiszowa formuła w obu przypadkach jest jawna, a jednak recepcja
zupełnie odwrotna. Nikt nie wierzy intencjom Nataszy Urbańskiej, ale dlaczego?
Jej miła postać atakuje Polaków z ekranu telewizora od dekady, wystąpiła w każdym
możliwym programie typu celebrity show,
każdym talk show, każdym programie
dla par (ze swym wybrankiem Januszem Józefowiczem). Świat Urbańskiej to „Synekdocha,
Warszawka”: błyskotliwa kariera w teatrze, romantyczny romans z mentorem,
tabloidy, ścianki, programy dla celebrytów. Masłowska mimo nieustannego
zanurzenia w popkulturze zajmuje pozycję obserwatora, jest jej komentatorem, pastisz lub parodia (sami zdecydujcie) to narzędzia, które naturalnie i wygodnie spoczywają w jej ręku. Natasza Urbańska „należy” do telewizji, dlatego jej utwór jest aktem
autoparodii. Zupełnie nieuświadomionym, bo w swoim przekonaniu, że wymierza
ostrze ironii w młode pokolenie, nie zauważa, że Rolowanie w szerszym ujęciu komentuje przecież jakość współczesnej
kultury w ogóle, której sama jest symbolem. Natasza jest taka, jak polska
telewizja: z nieodłącznym uśmiechem pogrążona w amoku tańca i śpiewu nie
bardzo wie, kiedy staje się śmieszna. Ta uderzająca nieświadomość jest źródłem
radykalnej krytyki tego utworu. Parodiując współczesny „mass medialny kał”
parodiuje samą siebie i okazuje się to krokiem samobójczym. Polska telewizja również utraciła dystans,
który pozwalałby jej na taki akt. Czy jest jeszcze miejsce na programy typu Za chwilę dalszy ciąg programu? Nie sądzę. Aktualnie
poczucie humoru telewizji kanalizuje się w kabaretowych formatach o dziwnych
nazwach: kabaretożercy, czas na kabaret, kabareton w Ciechocinku, kabaretowe
kluby, kanapa kabaretów... Ostatnim programem telewizyjnym, który udanie posługiwał się pastiszem,
parodią był show Szymona Majewskiego, oto przykładowy fragment:
Dlaczego znikł z anteny? Przypuszczalnie
to wynik słabej oglądalności, ale na potrzeby tej pracy będę się upierać, że
dla telewizji parodiowanie telewizji stało się niebezpieczne. Ostatnim
wstydliwym symptomem był materiał Filipa Chajzera dla Dzień dobry TVN: Materiał o gazie, czyli jak się robi newsy
w telewizji. Chajzer dostał reprymendę, jednak utrzymał posadę, wciąż
tworzy zabawne reportaże, upiera się, że nikt i nic go nie ogranicza. W istocie, następnym razem reporterski bagnet wymierzył w... Szafiarki.
Ale czy jeszcze kiedykolwiek sparodiuje telewizję? Nie sądzę.
Sądzę za to, że telewizja pozwala sobie na pastisz tylko w formie
para-pastiszu. Jeszcze parę lat temu nieustannie spieraliśmy się z przyjacielem
czy serial Pierwsza miłość jest kręcony
„na poważnie” czy to parodia polskich seriali, ponieważ tak trudno było
nam uwierzyć w bezmyślną głupotę scenariusza. Dziś w telewizyjnej ramówce znajdziemy Miłość na bogato, a ja wciąż mam
te same wątpliwości... Ale wierzę w telewizję. Wierzę, że Enjoy the view <3 Natalia to doskonały pastisz amerykańskich reality show, że w karykaturalny sposób
odnosi się do absurdów życia codziennego amerykańskich gwiazd, które w w
szpilkach i wieczorowych sukienkach spożywają śniadanie, a Natalia Siwiec śniadaniuje w
towarzystwie karła i grubego rapera. Wierzę, że Twoja twarz brzmi znajomo bezlitośnie naśmiewa się z jarmarczności talent i celebrity show w jednym. Wierzę
że Pamiętniki z wakacji
parodystycznie wyrażały sprzeciw wobec fali i popularności paradokumentalnych
seriali w polskiej telewizji.
Czy w dzisiejszej telewizji
znaczenie ma jedynie pastisz? Tak mnie zapytano. Uważam, że w dzisiejszej telewizji para-pastisz
to jedyny możliwy pastisz. Programy możemy traktować „serio”, lub na żarty.
Możemy oglądać Warsaw Shore ze
zdumionym dystansem, „świadomie” lub...? Właśnie nie wiem, jaka jest ta druga
opcja, ale tak oglądają Warsaw Shore ci
inni, ci drudzy, na pewno nie my.
Charisa Sosa
Natalia <3
OdpowiedzUsuńJeszcze nie czytałem, ale lajkuję totalnie!!!
~czarny_jezyk
Nie wiem, co pisze Fiske, ale można mówić o ogromnej roli pastiszu w przypadku telewizji. Pastisz jest naśladownictwem, czyli przeciwieństwem oryginalności, a właściwie większość telewizyjnych programów opiera się bezpośrednio na sprawdzonych wcześniej formatach albo do nich nawiązuje. Dotyczy to wszelkich talent shows, seriali paradokumentalnych, telenowel, programów informacyjnych itp. Jest to zresztą zupełnie normalne, bo trudno w telewizji wymyślić coś całkiem nowego. Tyle tylko, że polskie programy stoją często na tak niskim poziomie, że zyskują wymiar autoparodystyczny. Najlepszym przykładem są wszystkie te seriale w rodzaju W11, Detektywów, Trudnych spraw itp., które rażą nieudolnością wykonania i naiwnością fabularną, ale z drugiej strony, operując ultraniskim budżetem i zatrudniając amatorów, potrafią przyciągać przed telewizory sporą publikę (za być może powinniśmy docenić ich twórców?). Nie wiem, jak to się dzieje, ale też nie mam wątpliwości, że większość oglądających traktuję te programy serio, zdarza się nawet, że uznają je za opisy autentycznych historii. Z drugiej strony autorzy muszą mieć świadomość, co tworzą i jaką to ma wartość, więc oglądanie "świadome" też jest możliwe (przy czym nie uważam, żeby takie "świadome" oglądanie miało jakiś specjalny sens, poza czysto rozrywkowym). Ogólnie mówiąc, nie twierdzę, że telewizja jest bezwarunkowo skazana na pastisz, ale jeśli pastisz daje na sobie najlepiej zarobić, to nie ma nic, co skłoniłoby popularne stacje telewizyjne do jakichkolwiek zmian.
OdpowiedzUsuńByć może Fiske sobie jakoś inaczej pojmuje pastisz, ja nie do końca wiem jak, bo z tego co tu jest, że pastisz to parodia bez wymiaru parodystycznego, to mam wrażenie, że chciał coś błyskotliwego powiedzieć, ale mu nie wyszło.
~czarny_jezyk