W ostatnim wpisie zwróciliśmy uwagę na to, że program Project Runway jest silnie związany z dyskursem władzy. Od tamtej pory udało nam się obejrzeć sporo odcinków amerykańskiej edycji programu, zaznajomić z najgłośniejszymi skandalami, przebrnąć przez tony obelg w komentarzach, wymienić między sobą plotki i spostrzeżenia, a nawet przejrzeć nieskończenie nudne blogi modowe... Słowem: zbadaliśmy intertekstualność pierwszo-, drugo- i trzecio-rzędową, tak powiedziałby Fiske. My pozostaniemy przy skromnym: poszperaliśmy tu i tam. Obszar badań zarysował się sam, bo o ile 12 sezonów amerykańskiej edycji to wystarczający materiał analityczny, pozwalający wysunąć szereg wniosków, to raczkujący dopiero polski Project Runway generuje jedynie pytania na przyszłość. Dlatego wsparliśmy go przykładami zaczerpniętymi z innych reality shows, które pojawiły się w polskiej telewizji, szczególnie, że problematyka okazała się wspólna dla wszystkich produkcji tego typu. Ostatnim razem wspomnieliśmy o teorii dyskursu zaproponowanej przez Faucaulta, ciągle stanowi ona dla nas punkt wyjścia do analizy, ale tym razem zamierzyliśmy ograniczyć teorię do zera i zakneblować aparat pojęciowy. To duże poświęcenie, bo czyż to nie brzmi kusząco: "Koncepcja panoptyzmu w telewizyjnych reality shows"? O tym być może innym razem (zagadnienie wraz z tytułem uważamy za zaklepane). Dziś: dyskurs władzy w formie stygmatyzacji rozmaitych mniejszości w Project Runway oraz innych reality shows. Po oficjalne informacje na temat Project Runway zapraszamy tu, my zajmiemy się tym, czego na pewno nie znajdziecie na wikipedii - czyli najciekawszym. Zaczniemy od analizy wybranych (spośród wielu, które nasunęły nam się w czasie badań) problemów społecznych, które zarysowują się w amerykańskim Project Runway. Następnie sprawdzimy czy zagadnienia te pojawiają się również w polskiej edycji oraz innych polskich reality shows. Celem jest odkrycie jak reality shows konstruują dyskurs władzy.
Rasizm?
Kwestia rasizmu w świecie mody to temat dryfujący na powierzchni mediów od wielu lat. Odkąd świat high fashion zagościł w domach przeciętnego widza telewizji za sprawą Project Runway, dyskusja stała się powszechna, a co za tym idzie trywialna. W efekcie wielkie oburzenie wywołał np. fakt, że pewien czarnoskóry projektant został skrytykowany za strój, który uwydatniał biodra modelki. Jeden z jurorów skomentował, że nie istnieje kobieta, która chciałaby, aby jej biodra wyglądały na większe, niż są w rzeczywistości. Afroamerykanki, dumne ze swych obfitych bioder, poczuły się urażone... Gdy upłynęło kilka edycji i okazało się, że w czteroosobowym panelu jurorskim zasiadali do tej pory wyłącznie biali (łącznie z czwartym fotelem przeznaczonym dla gościa specjalnego, zmieniającego się co odcinek), a programu wciąż nie wygrał żaden czarnoskóry uczestnik (mimo wielu utalentowanych, którzy podjęli rywalizację), oskarżenia o rasizm i europocentryzm pojawiały się nie tylko na forach dyskusyjnych, ale i w mediach związanych z telewizją i modą. Czy tego typu pretensje można uznać za uzasadnione? Trudno powiedzieć, bo czy świat mody generalnie nie jest europocentryczny? Moda saidowskiej cywilizacji zachodniej z wyższością spogląda na mody innych kultur, traktuje je jako egzotyczne ciekawostki, które co najwyżej inspirują ją i wzbogacają. Na gruncie Project Runway dowodzi tego przykład dwóch uczestników: Jeffrey Sebelia, biały Amerykanin, zwycięzca III sezonu, za inspirację do swojej finałowej kolekcji uznał japońskie demony i opowieści o duchach, co wzbudziło zachwyt jury i dało mu zwycięstwo. Z kolei Kooan Kosuke (Japończyk), biorący udział w X sezonie, który inspirację czerpał bezpośrednio z japońskiej ulicy, a swoich projektów nie filtrował przez zachodnie gusta, był krytykowany do tego stopnia, że po kilku odcinkach zrezygnował z programu. (To tak jak z kuchniami świata: wszyscy kochamy dania tajskie, tylko żeby nie było zbyt kwaśno, zbyt ostro, w ogóle niebyt intensywnie, a owoce morza najlepiej zastąpić kurczakiem. Kuchnia tajska jest świetna pod warunkiem, że jest europejska). Project Runway i świat mody w ogólności, kocha różnorodność, inspiruje się odległymi kulturami, pod warunkiem, że są one dostosowane do naszej - zachodniej estetyki. Jednak to już raczej problematyka postkolonialna i temat na osobny esej. Na poprawę nastroju dodajmy, że ostatnią, XII edycję show wygrała czarnoskóra Dom Streater (inspirująca się wzornictwem i kolorystyką mody afrykańskiej), złośliwi twierdzą, że to zasługa Obamy...
Tym razem bardziej interesuje nas stygmatyzacja związana z rasizmem, której najjaskrawszy przykład odnaleźliśmy w stereotypowej figurze tzw. black bitch (mówiąc brzydko po angielsku mamy wrażenie, że wcale nie mówimy brzydko, dlatego pozwolimy sobie używać tego terminu i broń boże nie tłumaczyć go na język polski). Najpopularniejszą black bitch w USA jest Omarosa Maingault, która wystąpiła w 2004r. w reality show The Apprentice. Jej kontrowersyjne poglądy, agresywne nastawienie, złośliwość i bezwzględna taktyka gry sprawiły, że ochrzczono ją mianem "woman America loved to hate", i "bad girl no 1" itd. Omarosa na swojej odrzucającej postawie zbiła majątek, wystąpiła w kolejnych 20 reality shows, wydała kilka książek autobiograficznych i wystąpiła w niemal wszystkich możliwych talk shows. (Tu zobaczycie jak Omarosa zachowuje się w stosunku do osoby, z którą NIE jest w konflikcie). Niewątpliwy sukces medialny Omarosy (jej obecność mocno podbijała słupki oglądalności) utrwalił wizerunek black bitch, który natychmiast stał się tak atrakcyjny, że aż nieodzowny dla produkcji typu reality show (pojawiły się także takie, bazujące wyłącznie na postaciach tego typu, to np.: Tipsy, lakier i łzy emitowany przez MTV, który polega na tym, że kilkanaście black bitches mieszka ze sobą w jednym domu i pobiera nauki dobrego wychowania, skromności i wszelakich innych cnót). Przypisywanie konkretnych ról uczestnikom to podstawowy element reżyserii reality show, który niekoniecznie jest im uświadomiony. Ofiarą takiej praktyki stała się uczestniczka II sezonu Zulema Griffin, która po opuszczeniu programu ujawniła kulisy kreowania jej postaci na black bitch.
Przypadek Zulemy jest jednak bardziej interesujący pod kątem innej stereotypizacji, którą odnaleźliśmy w Project Runway.
Stygmatyzacja homoseksualistów?
Na pierwszy rzut oka taka problematyka może dziwić w przypadku Project Runway, show, w którym ok. połowa uczestników (oraz jury) była jawnie homoseksualna (pod tym względem Project Runway bije na głowę nawet So You Think You Can Dance...). Program ten umacnia stereotypowe przekonanie, że geje przynależą do świata mody. Ich historie są mocno eksponowanie i udramatyzowane, często z efektem komicznym. Przykładowo w XII sezonie jednym z uczestników był Justin LeBlanc - głuchoniemy gej, który w niemal wszystkich odcinkach podkreślał, że jego inspiracją są trudne przeżycia związane z jego orientacją i niepełnosprawnością. Niezależnie od zadania, co odcinek, gdy nadchodził moment prezentowania swojego projektu przed jurorami, Justin opowiadał o odrzuceniu, braku wiary w niego, podwójnym wykluczeniu, a sędziowie ze zrozumieniem kiwali głowami... Czy naprawdę projektując sukienkę inspirowaną motylami (wedle wytycznych zadania) przekazywał doświadczenie homofobii? Nie nam oceniać, jednak na przestrzeni kilkunastu sezonów w Project Runway pojawiło się kilkudziesięciu gejów, których postaci kreowane były bardzo podobnie: zniewieściały projektant, nadwrażliwy artysta, przesadnie skupiony na swojej orientacji.
Nowe światło na tę kwestię rzuca przypadek wspomnianej już Zulemy Griffin - zadeklarowanej lesbijki, od trzech lat związanej z partnerką, z którą wzięły ślub. Zulema ujawniła, że przed programem produkcja poprosiła ją szczegółowe spisanie historii swoich związków do 10 lat wstecz. Zapytano ją także czy chce być promowana na "gay market", odpowiedziała, że tak, jednak jakiś czas później w branżowym magazynie The Advocate, w którym promowany był program, pisano o sylwetkach wszystkich homoseksualistów z tej edycji poza Zulemą... Co gorsza okazało się, że w finalnie zmontowanych odcinkach jej orientacja została zupełnie utajniona! Wycięto wszystkie wypowiedzi, które mogłyby o tym świadczyć. W efekcie na którymś z kolei panelu jurorskim, jeden z uczestników - gej, opowiadając o sukience, do której stworzenia zainspirował go jakiś wzór na ścianie bloku w Nowym Jorku (zgodnie z linią zadania w tym odcinku), wtrącił także, że projektując myślał o swoim chłopaku i to go natchnęło. Na backstage'u Zulema z zadziwieniem komentuje: "co w tej historii robi jego chłopak? Skąd się tam wziął?". Widz sądzi, że to kolejny przejaw jej złośliwości, może nawet z homofobicznym zabarwieniem... Innym razem produkcja dopuściła się jeszcze bardziej rażącej manipulacji, pokazując w odcinku fragment, gdy Zulema krzyczy: "Wszyscy w tym programie to geje!". Widz, nie wiedząc, że ma na myśli również samą siebie, musiał odnieść wrażenie, że z niechęcią odnosi się do środowiska projektantów zdominowanego przez homoseksualistów. Zulema podejrzewa, że reżyseria przeznaczyła jej wizerunek black bitch, do którego nie pasowało jej poukładane życie w zgodzie ze swoją orientacją. Może jej historia nie miała potencjału dramaturgicznego? Czarna, nieukrywająca się, utalentowana lesbijka, która przede wszystkim nie wygląda jak lesbijka... Zulema sama zwraca uwagę na fakt, który mógł nie przypaść do gustu produkcji, otóż patrząc na nią, nie sposób znaleźć nic, co wskazuje na to, że jest lesbijką. Programy reality show utrwalają stereotypowe postaci homoseksualistów, jeśli ktoś nie pasuje do wzoru, może przekroczyć bezpieczne przyzwyczajenia widzów. Zniewieściały projektant-gej jest figurą oswojoną i przyswojoną przez widzów, nieco skarykaturowany, przewidywalny, traktowany z pewną dozą pobłażliwości, jest niczym maskotka telewizyjna. Np. III sezon był reklamowany zabawnym hasłem: "Przynajmniej dwóch projektantów będzie heteroseksualnych". Poza oczywistym faktem marginalizacji lesbijek w telewizji, stygmatyzacja dotyka także ich. Jedyną ujawnioną lesbijką w 12 sezonach Project Runway, pozostaje uczestniczka X sezonu - Alicia Hardesty prezentująca stereotypowy dla lesbijek styl tomboy, oraz promująca swoją własną markę Original Tomboy... Orientacja stanowi główny temat wypowiedzi Ailici, najważniejsze źródło jej inspiracji oraz podstawę identyfikacji wizualnej - a zatem niewyczerpany potencjał dramaturgiczny, a jednocześnie "znaną" bezpieczną stronę życia homoseksualistów.
Na tym skończymy naszą analizę amerykańskiego Project Runway, choć mogłaby się ona dłużyć w nieskończoność. Wnioski nasuwają się same, ale gdyby ktoś chciał przewinąć nudny blok tekstu, a jednocześnie wiedzieć, do czego udało nam się dojść, wytłuszczamy:
Amerykańskie reality shows reprezentują mniejszości, ale wykorzystują je funkcjonalnie. Utrwalają stereotypy, stygmatyzują i kategoryzują ludzi w znane, oswojone i atrakcyjne dla widzów postaci: zniewieściały gej-projektant, black bitch, męska lesbijka, egzotyczny i ekscentryczny Wschód itp.
Polskie reality shows a problemy społeczne
Czy polskie reality shows powielają te same stereotypy? Czy zatrzymują się w bezpiecznych strefach znanych typów osobowościowych? Gej-projektant jest postacią na tyle oswojoną i bezpieczną, że polska telewizja potrafi mówić o tym otwarcie?
Na potrzeby analizy stworzyliśmy krótką historię obecności środowisk LGBT w polskich reality show:
- Byli najprawdopodobniej od samego początku (Big Brother), ale wówczas albo ukrywali swoją orientację, albo ich prywatność nie była wystarczająco ciekawa dla stacji telewizyjnych (tudzież była jak na owe czasy zbyt kontrowersyjna)
- 1 jaskółka – Bar II edycja, Daniel Brząkała, pojawił się później niż pozostali uczestnicy, aby nieco odświeżyć program; niespodziewane, spontaniczne wyznanie w czasie dyskusji na temat związków i ślubów (zapytany, jakie ma zdanie na ten temat, powiedział, że jeśli ma się ożenić, to tylko w Holandii). Nadal cieszył się sympatią widzów, zajął 3 miejsce.
- Kamil Bulonis, V edycja Baru, również pojawił pod koniec show, w charakterze „świeżej krwi”, od razu, bez skrępowania przyznał się do swojego homoseksualizmu, zresztą ucieleśniał wszystkie cechy stereotypowe i właśnie taką stereotypową rolę spełniał w scenariuszu programu – rolę geja-innego. Pojawiły się więc rozmowy o homoseksualizmie, uczestnik-mąciciel krytykował jego zniewieściałość, uczestnik-przystojniaczek odkrywał w sobie skrytą wrażliwość; Kamil długo miejsca w programie nie zagrzał, a po występie został relegowany z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie studiował pedagogikę.
- Adrian Nadolski, Big Brother IV, po kilku tygodniach programu, prowadzący oznajmili widzom, iż o Adrianie pojawiły się niewybredne plotki jakoby był gejem – otóż, jego rzekomy partner, wspomniany wyżej Bulonis, ubolewał na swoim blogu, iż w show występuje jego chłopak, ale kryguje się, udaje kogoś innego, kłamie itp. Następnie o tych rewelacjach dowiedział się sam Adrian, a potem – wszyscy uczestnicy. Przez kilka dni trwał nieprzyjemny festiwal bólu i rozpaczy, sprawa została skomentowana przez wszystkich, sam bohater "skandalu" z płaczem (choć niezbyt wiarygodnie) zaprzeczał wszystkim doniesieniom. Trzeba jednoznacznie przyznać, że traumę Adriana było łatwo zrozumieć, a stacja Tv4 w potworny sposób wykorzystała jego prywatność. Po pewnym czasie chłopak przyznał się, że miał kiedyś homoseksualną przygodę, ale tylko JEDNĄ! Ostatecznie, dotrwał do finału i zajął 3 miejsce. W programie wzięła udział również lesbijka (cichutki coming out na fali sprawy Adrian-gate), ale nikogo specjalnie to nie obeszło (chyba kolejny dowód na to, że to nie jest kraj dla lesbijek, nawet młodych)
- Kuchenne rewolucje, Broniszówka – rewolucja zakończona klapą, więc wzbudziła więcej dyskusji i kontrowersji. Gessler m.in. kazała właścicielom zatrudnić profesjonalnego szefa kuchni, aby okiełznać skrajnie niesubordynowany personel. Komendy nowego kierownika nie przypadły załodze do gustu, w końcu jeden z pracowników został przez niego zwolniony. Na odchodne, wyrzucony stwierdził, że nie zamierzał „słuchać rozkazów faceta, który sypia z chłopcami”. Część widzów uznała, iż pokazanie tego fragmentu było zupełnie niepotrzebne, Gessler zarzucano nawet... homofobię. Prowadząca oświadczyła, iż sam zainteresowany podpisał zgodę na wykorzystanie swojego wizerunku w programie, a ona sama nic nie ma do gejów, ba nawet zna Almodovara...
- Fabryka gwiazd, Marcin Szymański – okazało się, że występował w gejowskich filmach pornograficznych, co skrzętnie wyszperały tabloidy, nadając mu niechlubny przydomek „pornofryzjer”. Wybuchła wrzawa, pojawiły się doniesienia, iż Szymański zajmował się również werbunkiem innych chłopaków do porno-występów, których potem szantażowano, nie wypłacano pełnych gaż. Chłopak przyznał się do swojej przeszłości, przepraszał, z płaczem oznajmił, że wszystkie doniesienia są prawdziwe. Nie zrobił kariery wokalnej, za to krążą plotki, że się ożenił. Z kobietą.
- II edycja Mam Talent - Madox, jawnie homoseksualny, skrajnie zniewieściały: odbiór ambiwalentny, choć raczej negatywny. Z jednej strony pogardzany, nazywany Magdą Mołek (którą łudząco przypomina), z drugiej doceniany za talent; pojawiły się głosy, że nie ma miejsca na przebierańców w polskiej telewizji (taka sama dyskusja rozgorzała po uczestnictwie Michała Szpaka w X Factor, który jednak nie definiuje się jako homoseksualista)
- Filip Wala, uczestnik II edycji tanecznego show TVN You Can Dance, wyznał w programie, że jest gejem. Nie wywołało to większego poruszenia, środowisko tancerzy kojarzy się z homoseksualistami (podobnie do środowiska modowego). Tego typu spekulacje pojawiły się w przypadku wielu tancerzy You Can Dance oraz Tańca z gwiazdami, jednak Filip pozostaje jedynym, który się do tego przyznał
Osoby transpłciowe (media
zainteresowane bardziej ich bolesną przeszłością i metamorfozą, niż
samymi dziewczynami, ich planami, pasjami, etc.; (prawdopodobny) brak
kobiet, które stały się mężczyznami, co właściwie jest kolejnym
przykładem marginalizacji płci pięknej,:
- Michalina Manios z Top Model – w każdym odcinku poruszany był temat jej ciężkiego życia, przemiany, odrzucenia przez rówieśników itd. Dojście do finału, dzięki swojej oryginalności.
- uczestniczka programu Gladiatorzy, która narzekała, iż kiedy stacja dowiedziała się o jej przeszłości, wszystkie inne tematy przestały mieć znaczenie, zawiódł ją również seksizm programu, w którym faceci bez ceregieli wybierali dziewczyny, z którymi chcą spędzać czas (swoją drogą, czego się spodziewała). Marzyła o przygodzie, zabawie, ale przeżyła zawód. Miała co prawda szansę wystąpić w trzeciej edycji Big Brothera, ale obowiązywał ją jeszcze kontrakt z Polsatem.
Jurorzy:
- Eksploatowanie i utrwalanie stereotypu geja jako innego, geja jako zniewieściałego rajskiego ptaka (jeśli nie ptaszyska), geja jako mizogina, przy jednoczesnym braku oficjalnych, wyoutowanych lesbijek; pomimo wszechobecnej nietolerancji, homoseksualiści doświadczają społecznego awansu, zajmując uprzywilejowane stanowiska jurorów, ale ich wizerunek nie odbiega (nie może odbiegać?) od powszechnych wyobrażeń. Sprawując władzę nad uczestnikami, którzy, chcąc nie chcąc, muszą im okazywać respekt, często posuwają się do miażdżącej krytyki i kąśliwych uwag.
- Michał Piróg, słynny ostatnio w związku z promowaniem swojej autobiografii, chyba jeden z najlepiej ocenianych jurorów w ogóle (ranking bodajże "Wprost"), do show biznesu trafił dzięki You Can Dance, szybko zdobył się na coming out, bo drażniły go "sensacyjne" doniesienia gazet na temat jego domniemanej relacji z Edytą Herbuś, prawdopodobnie najbardziej lubiany homoseksualny celebryta, który wyszedł z szafy, a mimo to wciąż "obcy" - przez nietypowy ubiór, kolczyki, tatuaże, odważne przyznawanie się do żydowskich korzeni
- Tomasz Jacyków, wracający właśnie z medialnej banicji po niesławnych, choć przynajmniej szczerych wyznaniach, ostry w swoich wypowiedziach („pedałów tylko rucham”), co najmniej dwukrotnie był jurorem, w trzeciej, straszliwej edycji Gwiazdy tańczą na lodzie, gdzie sam przyznał, iż na tańcu specjalnie się nie zna, więc skupi się na ocenianiu garderoby; i w Hot or Not produkcji VIVY - oto jeden obrazek z show (klik)
- Marcin Tyszka, Dawid Woliński, jurorzy Top Model - nigdy oficjalnie nie przyznali się do homoseksualizmu, choć nie dementują plotek. Ostre, niekiedy krzywdzące komentarze na temat uczestniczek zaowocowały skargą do KRiTu; pojawiły się liczne oskarżenia o deptanie godności "top modelek", berlusconizację telewizji. Płaszczem ochronnym kontrowersyjnego duetu był z pewnością profesjonalizm i niepodważalny sukces w świecie mody, ale tylko do czasu dna dna, jakim okazał się ich autorski program Woli i Tysio i niesławny cytat Wolińskiego: "Hipopotam mnie osrał". W morzu nieprzychylnych komentarzy często pojawiały się głosy, iż panowie nie tylko utrwalili, ale nawet spotęgowali siłę stereotypów, uderzających w środowiska homoseksualne.
Lesbijki:
- III edycja Mam Talent - w finale wystąpiła Patrycja Malinowska. W trakcie trwania programu widzowie przypomnieli sobie wizytę Patrycji w Rozmowach w Toku sprzed kilku lat, gdzie pojawiła się ze swoja partnerką opowiadając o swoim związku. Patrycja otwarcie mówiła o swojej orientacji w mediach, została przyjęta dość ciepło.
- W II edycji Top Chef, kulinarnego show Polsatu nadawanego obecnie, wystąpiła Magdalena Perszke, która już w pierwszym odcinku oświadczyła, że występuje w programie głównie dla swojej dziewczyny. Jej orientacja nie była w programie komentowana, ujawniały ją jedynie wypowiedzi Magdy na temat swojego życia prywatnego, na tej samej zasadzie jak wypowiedzi innych ludzi. Wszystko odbyło się naturalnie i bez większego echa w mediach.
- Skrajna marginalizacja lesbijek oraz stereotypizacja (obie wizualnie są bliskie powszechnemu wyobrażeniu na temat homoseksualnych kobiet).
Project Runway
Szlaki dla Project Runway przecierała seria Projektanci na start, wyprodukowana przez stację FoxLife. Na pierwszy rzut oka, podobnie jak w USA, zdają się dominować homoseksualiści. Jednak różnica polega na tym, że nikt o tym otwarcie nie mówi. Podczas programu padło wiele aluzji, żartów i wypowiedzi, które nie pozostawiają złudzeń, jednak widać, że FoxLife nie zdecydowało się na bezpośrednie poruszanie tego tematu. Nie ma zatem inspiracji orientacją, trudnym dzieciństwem itp. Mimo, że wątek relacji między uczestnikami, ich życia prywatnego jest szeroko poruszany, kwestia homoseksualizmu wisi w przestrzeni "wszyscy wiemy, ale nie powiemy". Komentarze widzów są neutralne i w tonie: "projektanci? Wiadomo - sami geje".
TVN, ze swoim Project Runway, poszedł tą samą ścieżką. Jeden z uczestników o bardzo kobiecej fizjonomii, bywa mylony z kobietą (początkowo nawet przez innych uczestników!), ale jak sam twierdzi: nie ma w tym nic złego. Na temat jego orientacji nic nie zostało powiedziane, jury i inni uczestnicy wyrażają się o nim sympatią, uchodzi za kolorowego ptaka i niebanalną osobowość. Piotr nie wychodzi poza ramy oczekiwań przeciętnego polskiego widza: przynależy do sfery queer, ale nic na ten temat nie mówi. Jednak komentarze na jego tematy bywają negatywne, ale sądzimy, że należy to zrzucić na karb nastrojów społecznych związanych ze sporem o gender. Wszyscy przeciwnicy rzekomej ideologii atakują jednostki, które w jakiś tajemniczy, sobie tylko znany sposób, z nią łączą. Wydaje się jednak, że kilka miesięcy wcześniej lub później, recepcja Piotra byłaby jednoznacznie pozytywna, a co najmniej neutralna.
Porównanie z edycją amerykańską nasuwa jeden podstawowy wniosek: polska telewizja nie jest gotowa na to, by orientacja seksualna uczestników była artykułowana wprost. Nie mówiąc już o tym by opowiadali o trudnych doświadczeniach w konserwatywnym społeczeństwie, inspirowali się nimi w projektowaniu, czy dedykowali swoje dzieła partnerom. Istnieją, nie udają heteroseksualistów, ale nie drażnią polskiego widza opowieściami na swój temat. To bardzo bezpieczna strefa, czas pokaże czy kolejne edycje coś zmienią. Póki co, brak danych by wyciągnąć szersze wnioski.
Natomiast wątkiem mocno zarysowującym się w polskiej telewizji jest ageizm. W Project Runway pojawiła się uczestniczka Artletta, licząca sobie (na oko) więcej niż 50 lat. W czasie trwania programu mocno dopingowano ją o odnalezienie w sobie młodego ducha, podkreślano jej wyobcowanie wśród znacznie młodszych uczestników. Skonfrontowana była z inną dojrzałą uczestniczką - Dorotą, która uosabiała "szaloną czterdziestkę", energią przewyższała młodszych od siebie, a jej projekty kojarzyły się z modą dla nastolatków. Jurorzy wprawdzie doceniali umiejętności krawieckie Arletty, związane z jej doświadczeniem, ale sugerowano, że jej wartość znajduje się tam, gdzie przekracza ograniczenia swojego wieku i przyjmuje młodzieńcze atrybuty. Takie wartościowanie przenika większość programów reality show w Polsce. Przypadkiem najbardziej rażącego ageizmu jest X Factor, w którym uczestnicy podzieleni są na kategorie: zespoły, chłopcy, dziewczęta oraz "starsi" (czyli osoby 25+). Ci starsi (mimo, że często dzieli ich rok różnicy od tych młodszych) przypisane mają zazwyczaj takie atrybuty jak: srogie doświadczenie przez los, dojrzałość, stabilne acz nudne życie, stagnacja, łapanie "ostatniej szansy" w życiu na realizowanie swoich pasji. Często pełnią rolę ciekawostki, co szczególnie dotyczy kobiet (typ: stateczna gospodyni domowa, która poddała się szaleństwu i wystąpiła w telewizji). Wprawdzie Gienek Loska wygrał jedną z edycji, ale to wiąże się raczej z elementem kontrkulturowym w telewizji, co nie jest tematem tej analizy. Paradoksalnie ageizm w telewizji dotyka także dwudziestoparolatków! Produkcja Top Model nie określa widełek wiekowych dla uczestników, jednak dziewczyny ok. 25 lat były boleśnie sprowadzane na ziemię i odrzucane na wizji, ku uciesze widzów. Wprawdzie parę 25-latek doszło do etapu w domu modelek, ale zawdzięczały to "trudnym sprawom" i odpadły dość szybko, od początku też było jasne, że nie mają szans na wygraną.
Reality shows gloryfikują młodość i witalizm. Starość jest pożądana o tyle, o ile potrafi przybrać atuty młodości, przełamać swoje ograniczenia.
Jeśli chodzi o problem rasizmu w Project Runway to na razie brak nam danych, ponieważ w programie nie ma żadnych obcokrajowców. W przypadku innych reality show - co najwyżej można mówić o lekkim nacjonalizmie, pojawia się bowiem dużo głosów, że polskie programy mają być przeznaczone wyłącznie dla polskich uczestników. Takie komentarze mnożyły się w Internecie z okazji wygranej Tetiany Galistyny w ostatniej edycji Mam Talent. Widzowie zauważają także, że w talent shows dla wokalistów obcokrajowcy mają łatwiej, ponieważ stanowią ciekawostkę i urozmaicenie dla produkcji. Faktem jest, że niemal w każdej edycji X factor, Must be the Music czy The Voice of Poland roi się od obcokrajowców, którzy niejednokrotnie dochodzą do finałów. W związku z tym pojawia się sporo postulatów o skrajną nacjonalizację tych programów.
Ciekawostką jest szczególny typ człowieka zza granicy, najczęściej czarnoskórego, który regularnie pojawia się w polskich reality show, którego określilibyśmy: "Kali" (idąc za popularnym polskim powiedzonkiem "Kali jeść, Kali pić"). Stanowi on egzotyczną ciekawostkę i element humorystyczny (należy on do tego pasma programu, w którym pokazywane są zabawne występy dziwaków, czy ekscentryków), oto przykład z programu Must Be The Music:
Wnioski dla leniwych: polskie reality shows umacniają stereotypy, unikają trudnych acz istotnych tematów, poruszają się w bezpiecznej sferze tego, co widz zna, lubi i akceptuje. Schlebiają powszechnym gustom, stygmatyzują gejów, skrajnie marginalizują lesbijki, ośmieszają i alienują obcokrajowców, hołdują młodości, przez co utrwalają w społeczeństwie ageizm. Reality shows ukazują inności, odmienności, mniejszości, ale wkładają je w wygodne dla siebie ramy, naznaczają je konkretnymi zachowaniami i cechami, dzięki czemu mają nad nimi pełną kontrolę. Jednostki są ujarzmione poprzez procesy reżyserii, montażu, produkcji - podlegają dyskursowi władzy.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz